Kampania prezydencka zdecydowanie się zmieniła, kiedy do gry wszedł nowy kandydat-dubler na prezydenta, zmieniający poprzednią kandydatkę z ramienia PO-KO. Rafał Trzaskowski swoim wejściem do gry o prezydencki urząd ożywił Platformę, a w sposób szczegóły pobudził wyobraźnię opozycyjnych mediów. Niektórzy z dziennikarzy tychże mediów już widzą siebie na dawnych miejscach, które 5 lat temu musieli opuścić i wcale nie biorą na poważnie zapowiedzi platformerskiego delfina, który odgrażał się, że zlikwiduje media publiczne.

Trzaskowski jeszcze nie wie, co prezydent może, niech pójdzie na piwo z Andrzejem Dudą, to się dowie. Opozycyjni politycy, wszystkich frakcji, marzą już o urzędach, które kuszą przywilejami, choć wiedzą, że do zdobycia tych urzędów jeszcze droga daleka. Opozycja ma dylemat, czy wobec przetasowań w sondażach, które reanimowały Platformę, nawoływać jeszcze do ogłoszenia stanu klęski żywiołowej, by wybory przesuwać na nieokreślony termin, czy wręcz przeciwnie, przeć do tych wyborów, by przynajmniej nie stracić przywództwa na opozycji, na co w pewnym momencie się zanosiło.
Zmiana nastrojów w obozie opozycji nie jest specjalnie dostrzegana w obozie rządzącym, a jeżeli już, to nie jest brana poważnie. W obozie rządowym panuje mizeria, błogi spokój, jakby już wszystko było ustalone, że górą będzie Andrzej Duda. Wiem, wiem, że problemów w kraju jest wiele, bo to i koronawirus, i spowolnienie gospodarcze, i problemy w SN, totalniackie samorządy, koalicyjne problemy, wredna opozycja, itp., itd. To jest, ale jest też bardzo ważna sprawa, za chwilę mają odbyć się prezydenckie wybory, a kampania po stronie rządowej wyraźnie oklapła. Czy Prezydent chce pójść w ślady M.Kidawy-Błońskiej i skończyć z takim poparciem, jak ona? Że przesadzam? No może trochę, ale tu nie chodzi o to, by Andrzej Duda zdobył drugie, czy trzecie miejsce w wyborach, o to będą bić się ci z opozycji, dla rządzących liczy się tylko zwycięstwo. Czy na Zjednoczonej Prawicy nie zauważono, że walka o to pierwsze miejsce toczy się już w najlepsze?
Obóz rządzący przefajdał większość w senacie, bo paru panom nie chciało się ruszyć czterech liter z kanapy i zawalczyć o pełne zwycięstwo w wyborach parlamentarnych. Tamto lenistwo odbija się teraz czkawką, obstrukcja w senacie trwa, pomysłu, jak to zmienić brak, a czas leci. Póki co, Trzaskowski jeździ po kraju i opowiada banialuki, a po stronie rządowej nawet nie ma kto tego prostować. To, że robią to urzędnicy drugiego, czy trzeciego sortu/szeregu, to za mało, oni w wyborach nie startują. Prezydent Duda też jeździ po kraju, nawet w wolne soboty, ale swoje wystąpienia wygłasza takim tonem, jakby opowiadał o nudnej konferencji, która wreszcie się skończyła. Nic się jeszcze nie skończyło, ale skończyć się może. Jak będzie się popełniać takie błędy, jak chociażby z powołaniem pani Kieryłło na szefową sztabu wyborczego, to ten koniec może nadejść szybciej, niż wielu rządzących sobie to wyobraża. Nie ma kto tłumaczyć, dlaczego w Warszawie kuleje uruchamianie środków na ratowanie przedsiębiorstw, choć rząd uchwalił tarcze antykryzysowe? Trzaskowski ma w tym zbyt czytelny interes, by tak się działo, ale w PiS-ie tego nikt nie dostrzega? A dlaczego Trzaskowskiemu miałoby zależeć, by PiS chwalono za cokolwiek? Przecież ich doktryna brzmi, „im gorzej, tym lepiej” i stale trzeba o tym przypominać. Wybrano wreszcie nową I prezes SN, ale co dobrego ma wyniknąć dla kraju z mianowania nowego prezesa Izby Karnej SN, który cały czas był twarzą „starego” SN, dowodzonego przez panią prezes Gersdorf, która była, z własnej woli prezesem na uchodźstwie? Przecież ta „stara” część SN chciała za wszelką cenę utrącić wybranie nowego I prezesa SN, bo nie zanosiło się na to, że będzie to ktoś z „nadzwyczajnej kasty”, a nowy prezes Izby Karnej uważał postawę swoich kolegów za właściwą. Z opozycją po dobroci nic się nie załatwi, a na pewno nie teraz, kiedy każda polityczna opcja walczy o swój interes. Ich interesem jest mieć swojego prezydenta, ale, gdyby tak się stało, to byłby kiepski prezent dla Polski. Czy w PiS-ie nie dostrzega się powagi sytuacji? Opozycja nawet z dętej afery w Trójce ciągnie korzyści, a obóz rządowy czeka, aż manna sama spadnie z nieba? Dziennikarze sprzyjający rządzącym sami wyborów prezydenckich nie wygrają, trzeba im pomóc, ale mądrze, a nie fundować im kolejnej „niedźwiedziej przysługi”, jaką było odwołanie i ponowne przywrócenie prezesa TVP. Kto się tak głupio bawi? Przecież to samo się nie dzieje, panowie posłowie, senatorowie, prezesi, obudźcie się, bo … oni już rządzili i wiemy, czym to pachnie. Wam może to „rybka”, ale nam, szaro-burym obywatelom na pewno obojętne to nie jest, kto będzie sprawował w Polsce urząd prezydenta.

Opublikowano na Salon24.pl: 25 maja 2020,

 

Pin It