Pierwsze zgrzyty zaczynają się kilka dni przed rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego. Od wielu lat pierwszy zgrzyt pochodzi od Radka Sikorskiego. Nie jesteśmy „na ty” aby pisać jego imię zdrobniale, ale jest to wyraz szczeniackiej postawy wyżej wymienionego. Ale nie tylko. Bo powiedzieć o tym absolwencie z Oxfordu cham i prostak to w żaden sposób nie oddaje głębi całej palety jego zachowań. Ale tak swoją drogą to Oxford zszedł na psy tak samo jak i nagroda Nobla. Więc prawdę mówiąc „absolwent Oxfordu” z a czasów Tolkiena i Sikorskiego to astronomiczna odległość.

Radek zaczyna wyśmiewać Powstanie zanim dojdzie do jego rocznicy. On musi być po prostu pierwszy, słyszalny i wyróżniający się. No ma chłop taką nieodpartą potrzebę zaistnienia. W tym roku wyśmiewał, że z taką ilością broni porwali się Powstańcy na, no właśnie czy wymienił na kogo? Nie chce mi się już szperać po Internecie ale może tak być, jak z filmem „Dunkierka”, gdzie scenarzysta nie przywidział działania Niemców tym filmie. Radek oczywiście wie, że tych kilka tysięcy sztuk broni powstrzymywało armię niemiecką przez 63 dni (lotnictwo, artylerię, oddziały pancerne i doborowe oddziały SS). Nie wie – lub przemilcza – że wycofujące się oddziały SS paliły na Białorusi całe miasta, które nie stawiały żadnego oporu (ginęły w tych pożogach podobne ilości bezbronnej ludności ile zginęło w Powstaniu Warszawskim). Nie wie – lub przemilcza – że powstańcy wychodzili z Warszawy jako regularne Wojsko Polskie a nie jako ”polnishe banditen”. Jest to ewenement w historii, aby warunki kapitulacji przewidywały eskortowanie ich przez oddziały Wehrmachtu a nie przez zwyrodnialców z SS czy zwyrodnialców z rosyjskiej RONA lub ukraińskich zwyrodnialców z SS Galizien. Protokół z rozmów kapitulacyjnych generała Okulickiego „Niedźwiadka” z katem Powstania generałem von dem Bach powinna być włączona do obowiązkowego programu historii. Co ciekawe, to o warunkach kapitulacji rozmawiało ze sobą dwóch… Polaków. Von dem Bach miał bowiem pełne brzmienie nazwiska von dem Bach-Zelewski i pochodził ze zniemczonej rodziny polskiej z Pomorza. Do 1933 roku używał dopisku nazwiska polskiego, ale potem w specjalnym liście do Himmlera wyrzekł się go.

Polsko brzmiące nazwisko nie jest więc żadnym dowodem na polskość osobnika. Można się urodzić z nazwiskiem Joseph Michael Hubert von Unruh aby umrzeć z nazwiskiem Józef Michał Hubert Unrug. Mógł on po kapitulacji obrony Wybrzeża przyjąć ofertę Niemców aby wyparł się swojej wybranej polskości. W obozowych kontaktach z Niemcami rozmawiał po polsku przez tłumacza (chociaż mówił lepiej po niemiecku niż po polsku, bo jak mówił 1.09.1939 zapomniał niemieckiego języka). Ale on nie, on chciał być Polakiem i jego wolą – spełnioną po latach – aby mógł spocząć obok swoich marynarzy na polskiej ziemi. Ale aby spocząć w polskiej ziemi domagał się wcześniejszej rehabilitacji swoich podkomendnych zamordowanych przez komunistów. Można było? Jak widać tak. Można było być Niemcem z urodzenia i zachować się jak należy.

Ale Radek gardzi tym zrywem od lat, wylewa ten swój nocnik pod okna innym ludziom. A za nim rusza medialna horda mu podobnych. Żaden jednak z nich nie piśnie nawet słowem o bezsensowności Powstania w Getcie Warszawskim. Każdy Żyd z pogardą popatrzy na takiego, kto by wyraził podobne zdanie o Powstaniu w Getcie jak Radek o Powstaniu Warszawskim. Nikt nie piknie ile sztuk broni mieli i kto im ją dostarczył. A mieli pewnie niewielki procent tego co mieli Powstańcy Warszawscy. Na rocznicę wybuchu tego powstania zatykają sobie w ubrania żółte żonkile i afiszują się nimi w mediach. To jakaś schizofrenia historyczna w ich wykonaniu. Możliwe, że część z nich jest przekonanych – tak jak Barbara Engelking – że Polacy umierali tylko biologicznie – jak zwierzęta - a Żydzi umierali mistycznie, w kontakcie z Bogiem lub w pogardzie dla Niego. Możliwe, że część z nich tkwi w takim przekonaniu.

Ja jednak uważam, że to zwykły geszeft.

Oni po prostu wiedzą gdzie są konfitury i kto wydziela słoiki z nimi.

Opublikowano na Salon24.pl 4 sierpnia 2020

 

Pin It