Nabycie przekonania, że „nie mamy z kim przegrać” zgubiło Platformę, powoli opanowuje też PiS, przynajmniej tak świadczą zachowanie jego najważniejszych decydentów. Dlaczego tak uważam? Skoro PiS na własne życzenie wprowadza na agendę dyskusję o ochronie, a w zasadzie, o zakazie hodowli zwierząt futerkowych, oraz chce znacznie ograniczyć tzw ubój rytualny, co zjednuje w tej kwestii rządzących ze znaczną częścią opozycji, to można uważać, że traci instynkt samozachowawczy.

Przekonanie, że o przyszłe wybory nie ma co się martwić, bo najbliższe będą dopiero za trzy lata, jest o tyle zgubne, że ci, których zapowiadana ustawa dotknie nagle nie znikną, a wręcz przeciwnie, będą PiS-owi długo pamiętać i wypominać, że zepsuł im interes, a być może, wpędził ich w niesamowite kłopoty finansowe, z których przez długie lata nie będą mogli się wykaraskać. Lekceważenie ludzi, którzy żyją z rolnictwa i tych, którzy z nimi współpracują zgubiło już PSL, który egzystuje na krawędzi progów wyborczych do parlamentu, czyżby PiS nie potrafił uczyć się na cudzych błędach? Ani na swoich własnych? Przecież senat PiS przegrał z nudów, bo niektórym kandydatom na senatorów z PiS-u nie chciało się ruszyć …. z kanapy i większość w senacie poszła w …. siną dal.
Dlaczego sugeruję, że najważniejszy z prezesów może się nudzić? Bo najwidoczniej nie zauważa, co tak naprawdę trapi Polaków, a na pewno nie są to cierpienia zwierząt hodowanych na futra, ani tych padających podczas uboju rytualnego, choć z oczywistych powodów, te cierpienia należałoby maksymalnie ograniczać. A co tak naprawdę trapi Polaków, a czego decydenci PiS, z panem Prezesem na czele nie zauważają?
Po pierwsze: służba zdrowia, której problemy jeszcze mocniej ukazują się w dobie koronawirusa, a którym i przed pandemią nie poświęcano należytej uwagi. To, że o tym od czasu do czasu debatowano nic w tej trudnej materii nie zmienia, a sama służba zdrowia jest coraz bardziej chora. Teraz toczy się dyskusja o bezpośrednim dostępie pacjentów do lekarza, co jest podstawowym warunkiem należytej opieki na chorymi ludźmi i znowu, „gadu, gadu”, a pozytywnych rezultatów w tym zakresie, jak nie było, tak nie ma. Jak to jest, że część opieki zdrowotnej, np. rehabilitacja, pracuje całkiem normalnie, oczywiście, z koronawirusowymi ograniczeniami, a duża część, np lekarze rodzinni, tak, jakby pacjent był dla nich zupełnie niepotrzebnym obciążeniem? Panie Prezesie, gdzie pan się leczy, że pan nic o tych trudnościach nie wie?
Po drugie: oświata. Dzieci wróciły do szkół, mimo znacznych obaw ich rodziców i kadry nauczycielskiej, a uciążliwości, jakie podstawowej edukacji towarzyszyły wcale nie zniknęły, a nawet wprost przeciwnie, jeszcze się zwiększyły. Kadra nauczycielska jest zalewana dodatkową pracą, która wręcz kojarzy się z uporczywym nękaniem nauczycieli pracą, która nikomu do niczego nie jest potrzebna, a już na pewno nie ma żadnego znaczenia dla poziomu nauczania, a jest powodowana nadmiernym przerostem administracji szkolnej. Nauczyciele są zalewani ilością zleceń na sporządzanie różnych zestawień, raportów, opisów czynności realizowanych na lekcjach, udowadnianiem, kolejne raporty, że realizują podstawę programową przewidzianą dla swoich podopiecznych, a wszystko to muszą zrobić po powrocie do domu, na prywatnym sprzęcie komputerowym i na prywatnie opłacanym dostępie do Internetu. Kiedy nauczyciel po wielogodzinnym pobycie w szkole, a to nie tylko lekcje, ale też spotkania z rodzicami, częste szkolenia, spotkania z liderami, coraz liczniejsze konferencje, wraca do domu, zajmie się rodziną, bo to najczęściej jednak kobiety, a potem siada do komputera i odkrywa kilkanaście poleceń od dyrekcji, liderów, korespondencje od rodziców, na które trzeba odpowiadać, to najchętniej wywaliłby swój komputer przez okno. Miało być mniej dodatkowych obowiązków dla nauczycieli, jest więcej, a koronawirus dołożył też swoje, nauczyciele mają dość, rodzice mają dość i jak tu żyć, panie Piątkowski?
Po trzecie: dostęp do urzędów. Nie rozumiem, jak to jest, że niektóre instytucje i urzędy pracują normalnie, i nie przeszkadzają im: maseczki, środki dezynfekcyjne i zachowanie odległości, np. banki, poczta, sklepy, stacje paliw, samochodowe ASO, ubezpieczenia, itd., a część, np urzędy skarbowe, ZUS, wydziały komunikacji, itd., wręcz przeciwnie, czyli tak, jakby obsługiwały samych zadżumionych. Ciekawym przykładem są urzędy miejskie, w których różne wydziały różnie pracują, jedne w kontakcie bezpośrednim, choć regulowanym, kolejka, odległości, maseczki, itd., bo ograniczenia, a inne, wspomniane wydziały komunikacji, jw. Jedni urzędnicy są nadmiernie chronieni, a inni o wiele mniej, bo … ?
Mógłbym dalej ciągnąć swoją wyliczankę, bo przecież i SN się zbiesił, i w PE, swoi i nieswoi znowu źle o Polsce gadają, LGBT-owcy głupoty w mediach plotą, itd., ale, po co? Jak pan Prezes się nudzi, to i tak tu nie zajrzy, choć z nudów mógłby, nieprawdaż? Panie Prezesie, po-budka, warto się trochę uważniej rozejrzeć po kraju i niczego, i nikogo nie lekceważyć, z wyjątkiem celebrytów, którzy w futrach chodzą, a wiadomą ustawę popierają, a wręcz się jej domagają, by wpuścić Pana w maliny.
PS. Proszę się nie martwić, ani nie cieszyć, ogólnych poglądów nie zmieniam, to tylko reakcja na to, że niektórzy z w/w coraz mniej do moich poglądów przystają

Opublikowano na Salon24.pl: 17 września 2020,

 

Pin It