Osobiście nie wierzę, że Tusk mógł to napisać bowiem nie sądzę aby był debilem - napisał na Twiitterze Marek Jaskubiak, były poseł Kukiz`15. Chodzi o wpis Tuska na TT, w którym Szczery Przywódca Platformy Obywatelskiej i okolic sugeruje masowe łajdactwo w partii Jarosława Kaczyńskiego: Wiele lat temu spytałem Kaczyńskiego, dlaczego w jego partii jest tylu łajdaków. Powiedział, że porządki w kraju można robić używając nawet brudnej szmaty. Nazwisk nie wymienił. Sami zgadnijcie.
Fakt, na pierwszy rzut oka to nie wygląda dobrze dla Tuska. Wpis jest głupkowaty, bo każdy głupi może sobie wymyślić równie niesprawdzalny incydent i ogłosić to w mediach społecznościowych. Osobiście nie sądzę, żeby Tusk był debilem. Jest to natomiast wyraz rozpaczy i bezradności polityka, który usiłuje wejść po raz kolejny do tej samej rzeki.

W tym sensie jest to oczywiście pewien rodzaj rozpaczliwej głupoty, która często staje się udziałem polityków nie widzących wyjścia z trudnej sytuacji. Tusk to jest człowiek udręczony niemocą.
Albowiem Tusk sparzył się okropnie, polegając na swoim kręgu najbliższych współpracowników, którzy jednakowoż potwornie go zawiedli, okazując się po prostu niefrasobliwymi błaznami, delikatnie rzecz ujmując. Pamiętamy durnotę tych ludzi, która wyszła na jaw choćby podczas afery hazardowej, taśmowej czy Amber Gold. Jak potwornie skompromitował się premier Tusk podczas tragedii smoleńskiej i po niej, oddając śledztwo w ręce KGB.
Pamiętamy gościa, który nie czytając, bez zmrużenia oka podpisywał kwity decydujące o rezygnacji przez państwo z setek milionów złotych. Nie do zapomnienia jest durnowaty polityk telefonicznie umawiający spotkania na cmentarzu z aferzystą, kombinując kolejną aferę. Czy ktoś mógłby zapomnieć wyczyny państwowych instytucji w czasie rządów Tuska? Tych prokuratorów umarzających oczywiste afery, sędziów na telefon, urzędników samorządowych urządzających happeningi na lotnisku z samolotem aferzysty? Albo firmę wygrywającą przetarg na budowę autostrady i bankrutującą w miesiąc po weryfikacji przez ministra?
Wszystko to sprokurowali ludzie z najbliższego otoczenia premiera Tuska, zaklętego kręgu przyjaciół i współpracowników. Nie zapomnę farsy z coroczną obietnicą redukcji administracji o 10 procent, w której zatrudnienie za każdym razem rosło o tyleż procent. Komedia z ACTA. Prorokowanie kolejnych księżycowych terminów wejścia Polski do strefy euro. Zaklinanie się na wszystkie świętości, że wprowadzi podatek liniowy. Hasło o ciepłej wodzie w kranie zamiast reformowania państwa.
Wszyscy mamy w pamięci grono zaufanych przyjaciół premiera Tuska, które tak wulgarnie i bez skrępowania, w najpodlejszy sposób okazywało pogardę państwu i obywatelom podczas knajpianych dywagacji. Kelnerzy obalili wówczas rząd premiera Tuska. Wszyscy sobie wtedy zadawaliśmy pytanie, co za katastrofa mogła spotkać państwo Tuska, gdyby zabrali się za to profesjonaliści z KGB. Dzisiaj nawet antypisowska opozycja dziękuje w duchu opatrzności, że w czasie kryzysu granicznego nie rządzi nieudaczna ekipa Szczerego Przywódcy.
Mamy też w pamięci, jak bardzo Tusk zawiódł się na polityce programowej. Jak niesłychanie skompromitowała się jego partia, nie spełniając hojnych obietnic. Zamiast nich podwyższył podatki oraz wiek emerytalny, co spowodowało wieloletnią i wielokrotną klęskę wyborczą jego ugrupowania. Dlatego dzisiaj Tusk unika sformułowania programu wyborczego i niczym diabeł święconej wody wystrzega się jakichkolwiek obietnic. Nie ma bowiem złudzeń, że nie jest w stanie ich zrealizować z ludźmi, którymi się otacza. A otacza się miernotami, bo tacy mu nie zagrażają. Tusk może więc rządzić, ale nie budować, przewodzić czy reformować.
Tusk doskonale zdaje sobie sprawę, że zasadnicza różnica pomiędzy Kaczyńskim a nim polega na pewnego rodzaju niemożności, którą kiedyś sformułował Paweł Jasienica. Parafrazując pisarza, można powiedzieć, że Kaczyński ciągnie za sobą naród, natomiast Tusk za narodem nawet nie nadąża, bo nie jest w stanie z powodu uwikłania w niemiecką rację stanu.
Natomiast niepamięć jest mocną stroną osobowości Donalda Tuska. Zwłaszcza kiedy dzisiaj apeluje do PiS, żeby rząd słuchał doradców medycznych. W takich przypadkach bezcenna jest niepamięć tego, co się kiedyś samemu mówiło: Nie będziemy słuchali opozycji i ekonomistów, którzy radzili nam wcześniej podnoszenie deficytu(...)rząd nie będzie też przeprowadzał radykalnych reform, do których nawołują eksperci.
Reasumując zaś tytułowe zdanie, zgadzam się ze słowami Marka Jakubiaka, że Tusk nie jest debilem, a nawet daleko mu do tego stanu. On jest po prostu bezradny. Musi więc takie bzdury wypisywać. Pamiętacie piosenkę Skaldów Śpiewam bo muszę? Tusk konfabuluje, bo musi. Powoduje nim niemoc, bezsilność, chyba też nuta rozpaczy. W takich stanach niektórzy chwytają się konfabulacji, pomówienia i kłamstwa. Tym bardziej, jeśli musi unikać merytorycznych tematów, bo ich nie czuje, nie rozumie i po prostu nie znosi. Ale Donald Tusk nie jest debilem.

Opublikowano na Salon24.pl : 30 listopada 2021,

 

Pin It