Swego czasu Jarosław Kaczyński próbował lansować hasło „Donald nic nie mogę Tusk”. Niestety media głównego nurtu zagapiły się i nie podchwyciły. Ewa Kopacz twórczo rozwija dziś metodę działania swojego pryncypała, tak, że dziś PO zasługuje w pełni na miano „Platforma – tego się nie da zrobić”. Czego się nie da zrobić, informuje nas codziennie Ewa Kopacz osobiście lub ustami swoich rzeczników i współpracowników. Nie da się dopisać pytań do referendum. Nie da się rozpisać nowego referendum,. Nie da się referendum odwołać. Nie da się obniżyć wieku emerytalnego., itd., itd.

Są dwa rodzaje niemocy PO, ze względu na rodzaj uzasadnienia dlaczego się nie da. Jedna ma charakter prawniczy, a druga ekonomiczny. Wielu rzeczy, choćby były bardzo rozsądne i pożądane, nie da się zrobić zdaniem PO, bo nie pozwala na to prawo. Prawo stoi więc ponad rozsądkiem i ponad wolą narodu. Pomijam fakt, że prawo stanowią politycy (a przez ostanie osiem lat właśnie PO), i w związku z tym konstrukcja jest taka: ustanowiliśmy takie prawo, może złe, ale nic już nie możemy zrobić. Gdyby prawnicy w jakimś zachodnim koncernie powiedzieli szefowi „tego się nie da zrobić”, to następnego dnia byliby na bruku. Szef nie pyta swoich prawników, czy to się da zrobić, tylko jak to zrobić, żeby było zgodne z prawem. I ci zawsze znajdują rozwiązanie, bo prawo ma to do siebie, że się zawsze da. Natomiast Ewa Kopacz (w dziedzictwie po Tusku) zatrudnia prawników po to, żeby uzasadniali, że "to się nie da zrobić". W ten sposób przepadło w rządowych gabinetach wiele sensownych projektów. W konstrukcji à la Tusk prawnicy są po to, żeby chronić bezczynność swoich przełożonych.

Druga niemoc, ekonomiczna, streszcza się w stwierdzeniach: nie ma na to pieniędzy, tego nie wytrzyma budżet, druga Grecja, z pustego i Salomon nie naleje, itp. Oczywiście, zasadna może być odpowiedź „nie ma pieniędzy”, jeśli dotyczy wydatku w okresie danego roku. Bo nie zaplanowano. Jednak gdy dotyczy przyszłości, dla której żaden budżet nie jest jeszcze uchwalony, i w ogóle okoliczności ekonomiczne trudne są do przewidzenia, to jest to wyłącznie próba znalezienia wymówki do nic nierobienia. Gdy obywatele akceptują wyjaśnienie „że coś jest niemożliwe ze względów finansowych”, to zwalniają polityków z działania. Gdy nie zaakceptują, to po pierwsze zmuszają polityków do szukania rozwiązań, i po drugie – mogą być pewni – że jakieś rozwiązanie, na pewno lepsze od ”nic się nie da zrobić”, w końcu się znajdzie. Bo to ma do siebie ekonomia. Przede wszystkim nikt –  nikt na świecie, włącznie z laureatami nagrody Nobla –  nie jest w stanie powiedzieć, że coś w ekonomii zdarzy się z pewnością. A czym dalszych lat dotyczy przepowiednia, tym bardziej zbliżona jest do wróżenia z fusów. (A tymczasem pan Borusewicz, czy pani Mucha, i inni fachowcy reprezentujący PO, wiedzą to na pewno! Ciekawe skąd? )

Sens zmiany władzy w ustroju demokratycznym polega właśnie na zmuszaniu polityków do znajdywania lepszych rozwiązań. Partia „tego się nie da zrobić” zasługuje absolutnie do odesłania w ławy opozycji. Tam – bądźcie Państwo pewni – szybko zmieni frazeologię, i okaże się, że wiele rzeczy da się zrobić. A to, że tak duża część Polaków chce nadal głosować na partię "tego się nie da zrobić", świadczy o tym, że albo mają w tym osobisty interes albo, jak to ładnie ujmują socjologowie, są to ”osoby oszczędne poznawczo”. 

Tekst ukazał się na Salon24 w dniu 20 sierpnia 2015r