Czytam na naszym portalu, że dla muzułmańskich terrorystów demokracja jest pojęciem martwym. A jakim – pytam – ma być, skoro równie martwym, martwym – powtórzę – nie rannym, czy „do reanimacji” jest także dla cywilizacji zachodniej, do której, chcąc nie chcąc, przynależy i Polska? Bo demokracja – polska i europejska – jest martwa. Nie zabili jej muzułmańscy mordercy kobiet i dzieci, ale unijni macherzy i armia ich podrzędnych, pardon, przydupasów na posyłki, do których tylko przez grzeczność nie zaliczę kolejno z imienia i nazwiska wybranych polskich polityków oraz ich medialnych służących.

Cóż bowiem słyszymy z ust krajowych „autorytetów”? Co sączą nam w ucho pseudointelektualiści z Czerskiej i Wiertniczej, co grzmi od kilku miesięcy Platforma Obywatelska wespół z lewicą? Że musimy, znowu powtórzę – musimy wypełnić nasze „unijne zobowiązania” i przyjąć tylu imigrantów z krajów arabskich, ile nam Unia Europejska, a konkretnie Niunia Unii Europejskiej o imieniu Angela - rozkaże. Tylu, ilu nam rozochocony swoją władzą niczym buhaj w zagrodzie, a dziś z ustami pełnymi spóźnionych deklaracji – francuski prezydent poleci.

Większość Polaków nie chce w Polsce imigrantów, którzy wyrzucają paszporty przy granicy z Europą? Cóż z tego? Większość nie ma głosu. Rządzi dziś w Polsce, ale przecież i w Europie nie większość, a mniejszość. Urzędnicza kasta suto opłacanych ludzi, którzy Zawsze Wiedzą Lepiej. Wiedzą, że imigranci uciekają przed wojną. Czemu wyrzucają paszporty? Oj tam, oj tam, bądźmy ludźmi. Wiedzą, że wyłapią wśród tych setek tysięcy każdego, nawet potencjalnego terrorystę. Czemu fachowcy twierdzą, że to niemożliwe? Oj tam, oj tam, bądźmy ludźmi. I tak w kółko. Na każdy argument przeciw ich indolencji, krótkowzroczności i głupocie wytaczają najcięższe działa, wrzeszcząc: „Ksenofobia! Szowinizm! Faszyzm!”.

Mogą tak krzyczeć, bo to ich policja ewakuuje w chwili zagrożenia jako pierwszych. Widzieliśmy już ten obrazek wiele razy – prezydent Hollande ewakuowany ze stadionu w czasie, gdy w sali koncertowej Bataclan niewinne ofiary polityki multi-kulti ginęły od kul muzułmańskich morderców. Trudno powstrzymać emocje, gdy czyta się dziś w mediach skrajnego zidiocenia, że terroryzm jest sprawa „pozareligijną”, że nie można przypisywać go muzułmanom. Dlaczego – pytam wespół z milionami ludzi – podczas rzezi zabójcy krzyczeli, że to w imię Allaha? Jaka religia dała im prawo mordowania „niewiernych”? Dlaczego „zwyczajni muzułmanie” i ich duchowi przywódcy budzą się z letargu dopiero wtedy, gdy z rąk ich muzułmańskich braci giną setki niewinnych przechodniów? Wtedy potępiają terror? A co, mieliby go pochwalić, by rodziny ofiar miały i na nich dokonać rzezi? Cóż to za dowód na to, że „terroryzm jest sprawą pozareligijną”? Czy ktoś słyszał o wysadzających się koptach w Egipcie? Czy ktoś słyszał o tym, by podrzynali muzułmanom gardła?

Wciąż wiemy za mało o zabójcach spokoju Paryża, Europy i całego pozamuzułmańskiego świata. Wiemy za to, że wola większości przestała w Polsce i Europie cokolwiek znaczyć. Mało tego – wiemy również, że Europa tak słaba jak dziś nie była chyba nigdy. Cóż bowiem działoby się, gdyby po zamordowaniu setek ludzi w Paryżu zamachowcy podnieśli w świetle kamer ręce do góry, wołając: „Allah akbar. Poddajemy się!”. Proces trwałby kilka lat, w trakcie których kolejne komanda Państwa Islamskiego porywałby kolejnych zakładników, grożąc ich zabiciem, jeśli ich koledzy nie zostaną uniewinnieni. Medialny spektakl trwałby latami, a to dla terrorystów sytuacja wymarzona. Na koniec zaś mordercy w imię Allaha nie zostaliby skazani na śmierć, bo takiej możliwości, jak wiadomo, w Unii Europejskiej nie ma. Więc kolejne zamachy – w imię wolności dla „kolegów”. I tak w kółko, w oceanie krwi.

W tym samym czasie słyszelibyśmy z ust zniewieściałych, zastraszonych lewaków w eurogarniturach – że najważniejsze jest…, proszę – kto zgadnie? Brawo – najważniejsze jest bezpieczeństwo „zwyczajnych muzułmanów”. Owszem, bomby rozrywają dzieci i kobiety na francuskich, niemieckich, polskich ulicach, ale najważniejsze jest, by nikt żadnego muzułmanina nie obraził złym słowem. Bo wtedy nasza, europejska cywilizacja przegra tę wojnę. Nasze dzieci i kobiety (te, które przeżyły wcześniejsze zamachy) stracą moralne prawo do nazywania się ludnością europejską. Kanclerz Merkel już zapowiedziała, że zamachy w Paryżu nie zmienią kursu Europy, która wciąż będzie się trzymać „swoich europejskich zasad”. Te zaś – dopowiedzmy – oznaczają dalsze przyjmowania muzułmanów wyrzucających paszporty na granicy, wśród nich zaś – obecnych i przyszłych terrorystów, którzy nienawidzą zachodniej cywilizacji. Czy to nie jest samobójstwo?

Ciekawe, że większość mieszkańców Europy, w przeciwieństwie do polityków grających w niej pierwsze skrzypce, zrozumiała już, do czego to prowadzi. Otworzyliśmy granice każdemu muzułmaninowi, więc także zamachowcom, a dziś musimy je, jak Francja, zamykać, by nam nie uciekli przed naszą ułomną „sprawiedliwością”. Cóż zatem z polityczną odpowiedzialnością? W krajach martwej demokracji także i ona jest martwa. Prezydent Hollande został ze stadionu wyprowadzony, żyje, ma się dobrze. Może jedynie ciut gorzej śpi, chociaż biorąc pod uwagę fakt, jak cynicznie wespół z Merkel mordowali niedawno demokrację w Europie, nawet co do tego można mieć wątpliwości.

A przecież stan wyjątkowy we Francji to dopiero początek, nie koniec wojny z samobójcami w imię Allaha. Jej wynik wydaje się przesądzony, o ile większość nie przywróci demokracji życia. Także w Polsce.

Tekst ukazał się na portalu wPolityce 15 listopada 2015r

Pin It