Oficer straży granicznej na lotnisku Luton w Londynie ledwo dotknął klawiatury komputera i już wiedział, co miał wiedzieć. Z miejsca schował mój paszport i zastopował swoje stanowisko kierując oczekujących w kolejce za mną podróżnych do stanowisk sąsiednich, a następnie zadał jedno tylko pytanie, choć tak naprawdę było to stwierdzenie: „pan jest ekstremistą”. Nie czekając na odpowiedź – właściwie co można odpowiedzieć na taki idiotyzm – poprosił, bym udał się za nim i wskazał miejsce, w którym miałem czekać na dalszy bieg wydarzeń.  Nie minęło pięć minut, gdy pojawiło się przy mnie trzech umundurowanych osobników, w tym jeden z notesem i długopisem.

Gdybym jeszcze do tego momentu łudził się, że to, co się dzieje, jest dziełem przypadku, musiałbym pozbyć się złudzeń kilka sekund później, gdy ten z notesem i długopisem sformułował zadziwiająco trafne stwierdzenie – bo i tym razem nie było to pytanie - które zabrzmiało, jak oskarżenie: pan ma dziś miting w Southampton i będzie mówił o książce o mafii. Powodowany odruchem wyjąłem z torby egzemplarz książki „To tylko mafia” i odparłem: tak jest, będę mówił o tej książce w kilku miastach w Anglii.  Ten z długopisem sięgnął po egzemplarz i ruchem ręki przywołał czwartego mężczyznę, który wziął okazany egzemplarz i gdzieś z nim poszedł – zwrócono mi go dopiero po 5 godzinach, nie wiem, czy dlatego, że wciągnęło ich czytanie (:, czy może z innych powodów, tak czy inaczej, z minuty na minutę wyglądało to coraz bardziej kuriozalnie – a następnie wyjaśniono mi, że zostaję zatrzymany, ponieważ „telefonowano z Polski” z informacją - i jest to już w systemie - że jestem ekstremistą i nacjonalistą, a moje wypowiedzi mogą mieć charakter antysemicki. Poinstruowano mnie, że decyzja o tym, co dalej, zapadnie za kilka godzin, a w tym czasie książka zostanie poddana analizie i zajmie się tym profesjonalny tłumacz.  Niekiedy zdarzają się sytuacje kuriozalne do tego stopnia, że aż nie wiadomo, co odpowiedzieć, bo człowiekowi zwyczajnie odbiera mowę – to właśnie była jedna z takich sytuacji, która mogła by wydać się nawet śmieszną, gdyby nie była po prostu przykrą. Trwałem w tej dyskomfortowej sytuacji - w otoczeniu kilku funkcjonariuszy straży granicznej, którzy pilnowali mnie, niczym przestępcę, bym nie oddalał się na krok - dobrych kilkadziesiąt minut.  Ponieważ moja obecność na lotnisku przedłużała się – w pewnym momencie wszyscy podróżni już wyszli i zostałem w sali odpraw sam ze strażnikami - oczekujący na mnie Polacy, którzy mieli zawieść mnie do polskiej parafii w Southampton, a stąd na spotkanie autorskie, zaczęli się niecierpliwić i dzwonić raz za razem. Poprosiłem strażników o zgodę na odebranie telefonu i uzyskałem taką możliwość. W krótkich słowach wyjaśniłem swoje położenie. Po chwili, gdy zamierzałem już skończyć, funkcjonariusz z notesem wykonał gest wskazujący, że chce rozmawiać z oczekującymi na mnie na lotnisku znajomymi z Southampton. Przekazałem telefon. Odszedł na bok, więc nie słyszałem, o czym mówią i dopiero później dowiedziałem się, że dociekano, czy znajomi „też są” z nacjonalistycznej prawicowej organizacji. Oddano mi telefon i pozwolono wykonać oraz odebrać kilka jeszcze połączeń, dzięki czemu mogłem porozmawiać między innymi z Jerzym Kwaśniewskim, zaprzyjaźnionym prezesem Ordo Iuris, który obiecał pomoc prawną oraz interwencję o konsula. To była ostatnia rozmowa, na która mi pozwolono, bo minutę później zaprowadzono mnie do kolejnego pomieszczenia, w którym odebrano mi i telefony i wszystko inne, wcześniej starannie przeszukując bagaż podręczny. Wyjęto z niego wizytownik oraz dwa notesy, które – jak mi wyjaśniono – także miały stać się przedmiotem analizy tłumacza, a cała reszta trafiła do depozytu, zaś ja sam - do miejsca przywołującego przykre skojarzenia z największą traumą mojego życia, z wydarzeniami z 13 maja 2008 roku, gdy na początku „afery marszałkowej” znalazłem się w izbie zatrzymań.  Podobnie jak wtedy, także i tym razem, niczym od rasowego gangstera, pobrano ode mnie odciski ze wszystkich dziesięciu palców i wykonano „sesję zdjęciową” – z przodu i z profilu. Również podobnie jak wówczas, także i tym razem kazano mi wyjąć sznurówki z butów i oddać pasek od spodni – jedyna różnica polegała na tym, że tym razem obyło się bez kajdanek.  „Wyczyszczony” ze wszystkiego trafiłem przed oblicze kolejnego oficera, który wyjaśnił mi, że w związku z telefonami z Polski oraz z tym, co na mój temat „pokazuje system”, zostaję zatrzymany i poddany przesłuchaniu, w którym – przez interkom - weźmie udział polski tłumacz. Już pierwsze pytanie pokazało mi, o czym będziemy rozmawiać.  

- Czy jest pan prawicowcem (dokładny cytat)?

- Podobnie jak kilkanaście milionów Polaków, głosowałem na partię prawicową, więc pewnie jestem, cokolwiek by to miało znaczyć – odparłem krótko na pytanie, które wydało mi się tak nieprecyzyjne, że aż abstrakcyjne. Po chwili miałem się jednak przekonać, że to dopiero rozgrzewka.

- Czy w książce o mafii, o której chce pan mówić w Wielkiej Brytanii, są treści prawicowe?

- Nie rozumiem pytania – odparłem, bo tak było naprawdę.

- Pan oficer pyta, czy tam są treści nacjonalistyczne, ekstremistyczne i antysemickie, bo takie informacje napłynęły z Polski – wyjaśniła tłumaczka.

- Książka traktuje o powiązaniach polskich polityków na szczytach władzy, z wywiadem wojskowym oraz gangsterami i została napisana wespół z byłym oficerem służb specjalnych oraz najważniejszym świadkiem koronnym w Polsce. Nie zawiera treści antysemickich, a pokazuje po prostu prawdę o prawdziwej mafii w Polsce, a tym, że tworzyli ją ludzie ze szczytów władzy – wyjaśniłem.

- Pan oficer twierdzi, że należy pan do ultraprawicowej organizacji. Co pan może o niej powiedzieć?

- A czy pan oficer mógłby podać mi nazwę ultraprawicowej organizacji, do której rzekomo należę, bo ja nic nie wiem o tym, bym należał do takiego „tworu”, więc może pan oficer mnie oświeci. Jestem dziennikarzem śledczym, który pisze książki ujawniające prawdę o służbach specjalnych oraz bandyckich niebezpiecznych związkach na szczytach władzy i tym się zajmuję, a jedyna organizacja, do której w Polsce należę, nazywa się „Domowy Kościół” i tak naprawdę nie jest to żadna organizacja, a po prostu wspólnota skupiająca kilka rodzin, które pod kierunkiem księdza przewodnika w Diecezji Siedleckiej wspólnie się modlą, wspierają i rozmawiają o Panu Bogu.

- A czym się zajmuje ta organizacja, czy tez ta wspólnota, do której pan należy? Pan oficer pyta, czy w jej skład wchodzą prawicowcy?

W tym momencie ręce mi opadły. Przez następną godzinę wyjaśniałem, jak przysłowiowej krowie na miedzy, że jestem dziennikarzem i katolikiem, ale to nie znaczy, że należę do jakiejś ekstremistycznej organizacji i że ktoś - nie po raz pierwszy i z pewnością nie ostatni - zrobił mi czarny PR, ale w tym momencie aż przestraszyłem się swoich słów, bowiem na słowa „czarny PR” „pan oficer”, człowiek o czarnym kolorze skóry, którego przodkowie mogli pochodzić z Afryki, zrobił minę nie wróżącą mi niczego dobrego, po czym spytał krótko: „to pan jest także rasistą”? Pomyślałem, że w tej sytuacji najlepsze co mógłbym zrobić, to pewnie zamilknąć, ale po chwili skonstatowałem, że być może milczenie zostanie uznane za przyznanie się do winy polegającej na działalności w jakiejś nieokreślonej ultraprawicowej organizacji zajmującej się ekstremizmem, nacjonalizmem, antysemityzmem i Bóg jeden raczy wiedzieć, jakim jeszcze „izmem”. Przemogłem się więc i jak tylko potrafiłem najlepiej, odpowiadałem na kolejne pytania obiecując sobie, że bez względu na poziom absurdu nie dam się wyprowadzić z równowagi, by nie zostać potraktowany np. paralizatorem, jak choćby nieszczęsny rodak w Kanadzie, którego spotkał tragiczny los, a którego mamę onegdaj poznałem. Odpowiedziałem więc na wszystkie pytania, nawet te najbardziej idiotyczne, w rodzaju: czy polscy księża, którzy mnie zapraszają i u których będę mieszkał na terenie Wielkiej Brytanii, „też należą” do ultraprawicowej ekstremistycznej organizacji? Przez następne czterdzieści minut wyjaśniałem, że piszę książki, a następnie docieram z nimi wszędzie tam, gdzie są zapraszający mnie Polacy, od Stanów Zjednoczonych i Kanady, które odwiedzałem po wielokroć, po Wielką Brytanię i dziesiątki innych państw i jeszcze nikt nigdy nie oskarżał mnie o podobne brednie. Wszystko jednak na nic, bo miałem wrażenie, że „pan oficer” wie swoje. Słowa „prawicowcy” i „organizacje prawicowe” powtarzano w pytaniach, jak mantrę - łącznie zostały wymienione co najmniej kilkadziesiąt razy i odmienione przez wszystkie możliwe przypadki - po czym najwyraźniej uznano, że wszystko, co było do powiedzenia, zostało już powiedziane. Odprowadzono mnie do pokoju bez klamek, w którym miałem czekać na swój los.  Po kolejnych dwóch godzinach pan oficer otworzył drzwi i oddając paszport, książkę oraz bagaż podręczny poinformował, że mogę wejść na terytorium Wielkiej Brytanii, nie omieszkał jednak dodać, że moje spotkania i wypowiedzi będą starannie analizowane i monitorowane.  Jak zrozumieć wszystko to, co wydarzyło się wczoraj na lotnisku Luton? Przyznam, że na dziś, tak na gorąco, mam z tym niemały kłopot i jedyne, co przychodzi mi do głowy, to wykładnia słynnego „Paragrafu 22” z powieści Josepha Hellera: „Nie musisz latać na akcje bombardowania, jeśli jesteś szalony, ale nie chcąc latać dowodzisz, że nie jesteś szalony, bo tylko wariat może chcieć brać udział w tak szalenie niebezpiecznie akcjach”. Innymi słowy - kiedy ktoś w tak absurdalnej rzeczywistości, jaką – nie bez udziału „życzliwych” z Polski - zastałem w Wielkiej Brytanii, próbuje posługiwać się racjonalnymi argumentami, stoi z góry na przegranej pozycji. Bo w tak absurdalnej rzeczywistości jedynym kluczem do jej zrozumienia jest - być może - właśnie tylko absurd. A co Państwo o tym sądzicie?  

Wojciech Sumliński

sumlinski.pl

Tekst ukazał się na Salon24 w dniu 12 maja 2018r

PRZECZYTAJ

 📝 Najnowszy artykuł
23 Kwietnia 2026

Nagroda Glówna Powiatu Krakowskiego dla Czeslawa Dźwigaja

prof. Czesław DźwigajW środę 22 kwietnia 2026 roku w Oranżerii Dworu w Tomaszowicach miała miejsce

...
(Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 2 minuty i 26 sekund.)


23 Kwietnia 2026

Nagroda Glówna Powiatu Krakowskiego dla Czeslawa Dźwigaja

(124) Jacek Balcewicz

W środę 22 kwietnia 2026 roku w Oranżerii Dworu w Tomaszowicach miała miejsce już 13. Gala Nagród Starosty i Powiatu Krakowskiego. Z rekomendacji...
(Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 2 minuty i 26 sekund.)


01 Marca 2026

Hotel De Niro – sprawa nie taka znów lokalna

(1150) Feliks Stalony - Dobrzański

Wydawać by się mogło, że mówimy o sprawie lokalnej tyle, że z dużą kasa wykładaną przez inwestora w tle. Jednakowoż widząc to, co się podziało i...
(Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 7 minut.)


06 Lutego 2026

Doigrał się. "Czarzasty już dobrze wie, że czas jego błazenady się skończył, prąd odłączony i za chwilę padnie na deski"

(748) Jerzy Szmit

Włodzimierz Czarzasty - co trzeba stale powtarzać - syn komunistycznego aparatczyka, a w końcu i prokuratora, zawsze był bezczelny, hardy i butny....
(Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 2 minuty.)


03 Lutego 2026

Pozornie tylko sucha informacja – zmarł prof. Jacek Rońda

(843) dr inż. Feliks Stalony - Dobrzański

W kręgu naukowym specjalności Profesora, był on znany z dokonań w zakresie matematyki i informatyki oraz metod programowania oraz ich zastosowań....
(Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 2 minuty i 42 sekundy.)


Cookies user preferences
We use cookies to ensure you to get the best experience on our website. If you decline the use of cookies, this website may not function as expected.
Accept all
Decline all
Analytics
Tools used to analyze the data to measure the effectiveness of a website and to understand how it works.
Google Analytics
Accept
Decline
Unknown
Unknown
Accept
Decline
Save